Tak na prawdę zaczęły się w grudniu zeszłego roku i nie jestem pewien czy już się skończyły. Jeszcze przed końcem roku myślałem, że wszystko idzie ku lepszemu. W połowie marca byłem więcej niż pewny, że to nie będzie dobry rok, ale po kolei. Pierwsza zmiana zaszła w pracy - nie jestem już adminem pierwszej linii wsparcia (A1LW). Aktualnie zajmuję się badaniem dostępności rozmaitych serwisów internetowych portalu, statystyk, umowami sla, rozliczeniami i całym stadem innych rzeczy. Minęło póltora miesiąca od kiedy w większości przypadków muszę radzić sobie sam. Największa zmiana to… praca na windowsach. Tia… odzwyczaiłem się na maksa od tego systemu jako podstawowego narzędzia pracy. Oczywiście będąc adminem miałem styczność z produktami M$ ale tylko chwilowo - zrobić dostęp do jakiegoś share ewentualnie coś zrestartować i tyle. Teraz nie dość, że WinXP mam na służbowym laptopie jako podstawowy OS to jeszcze na serwerkach, które mam pod sobą też windowsy. Nie jest źle w wypadku Win2k3 ale po xp’eku widać upływ lat. Na całe szczęście, po testach, firma nie zdecydowała się wejść w instalację Visty na pracowniczych komputerach. Wracając do zmian… Z Norbim już razem nie pracujemy w jednej firmie. Niestety kryzysowy samograj działa tak a nie inaczej. Choć nigdy pewnie się nie dowiemy czy to właśnie on jest przyczyną zwolnień czy tylko wygodnym parawanem. Co gorsze mój bezpośredni przełożony też dostał plombę, taką najgorszą z możliwych bo z zaskoczenia a dla mnie zrobił się problem i to całkiem spory. Do rozmowy z dyrektorem byłem przekonany, że mnie też czeka “optymalizacja zatrudnienia” - jak słyszałem teraz tak się fachowo określa zwolnienia. Jednak zostałem i walczę. Czasem mam wrażenie, że przegrywam i że to nierówna walka. Staram się znaleźć plusy - nowe doświadczenia, zdobywanie nowych umiejętności, zachowań, nauka czytania… między wierszami. I żeby było jasne - podwyżki nie było
i raczej nie będzie, bo… kryzys. Od Wojtka można było wyciągnąć całe tomy praktycznej wiedzy a i współpracowało mi się z nim zajefajnie. W piątek pożegnalna impreza.
Z innej beczki - zmieniamy przedszkole. Czemu? Bo tak się złożyło, że w przedszkolu, do którego aktualnie chodzi Kapsel, jako ostatni złożyliśmy kartę zapisu do zerówki. Jak to się stało? A tak. Na początku marca synu został zaatakowany przez paskudne wirusy i wylądowaliśmy w nocy w szpitalu. Na szczęście wypisali nas po 3 dobach. Po tych paru dniach Kapsel był strasznie słaby i został tydzień u dziadków. Niestety żadna z przedszkolanek nie zadała sobie trudu użycia takiego wspaniałego wynalazku jak telefon i nie zapytała czy syn będzie dalej chodził do tego przedszkola a żeby sprawę mieć z głowy - skreśliły go z listy. Pewnego poniedziałku dowiedzieliśmy się, że Kacper nie ma gdzie uczęszczać do zerówki… Żonka zrobiła całkiem niezłą akcję
uuuu zapaliła się jak rakieta… Houston i tak miało problem przez kolejne dwa tygodnie - rozmowy z Kuratorium Oświaty, wizyty w przedszkolach, rozmowy, tłumaczenia itp. Koniec jest taki, że od września będziemy w przedszkolu, do którego chodzi pociecha Endel’a. Niestety małego czeka stres związany ze zmianą przedszkola, a że z malca jest straszny przyzwyczajacz więc już mogę sobie wyobrazić co się będzie działo.
Tyle smęcenia - czas wymyślić coś nowego, jakąś nową kategorię, może napisać coś o sprzęcie, który pojawił się w mieszkanku, o problemach i radościach z nim związanych.
#1 by krzychu on May 19th, 2009 - 2:02 pm
Sytuacja z przedszkolem raczej mnie nie dziwi. Przedszkola to towar deficytowy, więc w zasadzie nie mają problemu z listą rezerwową kandydatów. Sztuka jest sztuka.
#2 by Tatanek on May 22nd, 2009 - 2:18 pm
@ krzychu
Bardziej chodzi mi o znieczulicę. Mały od początku chodził do tego przedszkola, nikt z nas nie wspominał o możliwości zmiany placówki a na dodatek szpital się przyplątał. Rozumiem, że deficytowy towar ale jakaś uczciwa informacja też się należy zwłaszcza, że w statucie przedszkola było, że malce uczęszczające w poprzednich latach mają pierwszeństwo.